Polart.se




Do zobaczenia w lepszych czasach!


2006-05-25 (12:11) RelacjeOnLine

Bardzo lubię pisać o wydarzeniach kulturalnych z „górnej półki” i właśnie jest okazja! 7 maja w Sztokholmie gościła grupa Rafała Kmity z Krakowa. Grupa niezbyt liczna, ale za to jaka! Najwyższej próby aktorstwo, muzykalność, roztańczenie. Artyści wystąpili w Vasa Teatern i tak jakoś, tego dnia właśnie, przyszła wreszcie wyczekiwana wiosna, więc my „publisia” byliśmy świetnie usposobieni, ubrani „do figury” rozbawieni.

Nic więc dziwnego, że po pierwszej piosence „Słuchajcie starych przedmiotów” artyści dostali wielkie brawa, co z kolei sprawiło, że urosły Im skrzydła i tak już zostało do końca programu. A program, im bliżej finału, nabierał tempa wręcz niemożliwego i w głowę zachodziłam skąd mają taką kondycję! Niemal przez cały czas wszyscy artyści równocześnie są na scenie- śpiewają, tańczą, deklamują, a każda piosenka, czy monolog to osobny, wysmakowany mini spektakl! Przedstawienie zaczyna się scenką, w której grupa aktorów zakrada się do jakiejś graciarni-rekwizytorni i znajdując różne stare przedmioty i stroje wciela się w postacie tym strojom przypisane. I tak przenieśliśmy się w świat i klimat żydowskiego, międzywojennego sztetle, w poetykę odległej obyczajowości i specyficznej filozofii. Autorem i reżyserem spektaklu jest (jakże młody!) Rafał Kmita, piekielnie zdolny artysta i czarodziej nad czarodzieje. Jakoś tak lekko potrafi wyczarować i przybliżyć minione światy, oddając bezbłędnie genius loci kreowanych postaci, tańców, strojów i obyczaju. Potrafi też ze zwykłych przedmiotów codziennego użytku wyczarować muzykę, ożywić starą pozytywkę, a skarpeta założona na dłoń zamienia się w przyjaciela, któremu można się zwierzyć z tęsknoty za kobietą.

Ja już w ubiegłym roku byłam z Nimi w białogwardyjskim Sankt Petersburgu, dzięki programowi „Piosenki spod szynela” i również bawiłam się wybornie. To taki kabaret na pograniczu teatru, w którym jest miejsce dla żartu i śmiechu, ale też dla refleksji i zadumy. Nie ma natomiast miejsca dla chały i chałtury – każdy program jest pieczołowicie dopracowany. W „Aj, waj...” współtwórcami sukcesu są: Bolesław Rawski – muzyka, Elżbieta Wójtowicz-Gularowska – scenografia, Jarosław Stanek – choreografia.Pełny zespół aktorski to: Marta Bizoń, Sonia Bohosiewicz, Marcin Kobierski, Tadeusz Kwinta, Wojciech Leonowicz, Andrzej Róg, Piotr Sieklucki, Jacek Stefanik.

W Sztokholmie wystąpili w uszczuplonym składzie i Sonia Bohosiewicz była jedyną kobietą w tym gronie. Nie dość, że wszechstronnie utalentowana, nie dość że prześliczna, to jeszcze z temperamentem powyżej każdej skali – tak Ją los szczodrze obdarzył! Gromkimi brawami wymuszaliśmy bisy i nawet finałową piosenkę „Do zobaczenia w lepszych czasach” śpiewali i śpiewali i żal było, że to już koniec. Pan Rafał natomiast unika braw i owacji, skromnie, anonimowo obserwuje wszystko z widowni. O aktorach mówi ze śmiechem: a niech się wygłupiają, ja już swoje zrobiłem. Istnieją już 10 lat, a ponoć nawet 12, ale bardzo przywiązali się do starego, jubileuszowego folderu, więc zostali przy okrągłej dacie. Mają za sobą wiele występów, trochę nagród i coraz liczniejszą, entuzjastyczną publiczność. Ich przyjazd do Sztokholmu zawdzięczamy paniom prowadzącym agencję Pol-Art., czyli Elżbiecie Jakubickiej i Joannie Janasz. To był tzw. „strzał w dziesiątkę”, chociaż skromnie przyznają, że pomysł był podszepnięty. Jak zwykle zadbały o zaplecze dla gości, o miłą oprawę i o tysiące drobnych spraw, o których my, widzowie nie mamy pojęcia. Tym razem przynajmniej, dzięki sponsorom: panu Januszowi Bukowskiemu i Polferies nie musiały truchleć z obawy, że dołożą do imprezy z własnej kieszeni. A skoro spotyka się ludzi, którzy rozumieją potrzebę zapraszania artystów i gotowi są otwierać serca i portfele, zatem „do zobaczenia w lepszych czasach „ Czyli co? Już niedługo?

Krystyna Stochla